Tag Archives: Sport

„Zamiast palić jointy, lepiej godzinę pobiegać”

Przeczytałam interesujący i dobrze napisany artykuł Filipa Rybakowskiego w  Psychiatria – pismo dla praktyków. „Zamiast palić jointy, lepiej godzinę pobiegać”- w tekście autor stawia m.in taką właśnie tezę. Zamieszczam dla wszystkich aktywnych sportowo (zwłaszcza uprawiających TRIATHLON), ale także dla praktykujących terapeutów uzależnień.

„Czym różni się psychiatra od ironmana?”

Poproszony przez kolegę redaktora, zdecydowałem się opisać swoje nowe hobby, które pochłania mój wolny czas od około 2 lat. Wtajemniczeni pewnie już na podstawie tytułu domyślili się, że chodzi o  triathlon, dyscyplinę sportową składającą się z  trzech elementów – pływania, jazdy na rowerze i biegania. W najtrudniejszych zawodach tego typu należy przepłynąć 3.9km, przejechać na rowerze 180 km, a następnie przebiec maraton (42.2km). Osoby, którym udaje się tego dokonać otrzymują tytuł “człowieka z żelaza”. Szczęśliwie zawody triathlonowe odbywają się także na krótszych dystansach, na przykład start o połowę krótszy określany jest jako 1/2 ironman, a  jeszcze krótsze zawody, to tzw. dystans olimpijski lub sprint, choć nawet ten ostatni niewiele ma wspólnego ze sprintem właściwym, ponieważ trwa mniej więcej godzinę.

Oczywiście można twierdzić, że każdy psychiatra jest po części ironmanem – zmagającym się z ciężkimi okolicznościami opieki nad pacjentami, negocjacjami z  NFZ, czy relacjami ze współpracownikami, ale o tym w artykule nie będzie.

Spróbuję się raczej zastanowić, dlaczego triathlon może być atrakcyjny dla psychiatrów jako forma wypoczynku, choć oczywiście moje spostrzeżenia można odnieść do niemal każdej dziedziny sportu amatorskiego. Ze względu na zainteresowania będę również nawiązywał do koncepcji neurobiologicznych, które mogą być ciekawe dla naszej specjalności w  kontekście terapii i  zaleceń dla pacjentów.

Amatorskie uprawianie triathlonu, a właściwie zabawa w triathlon jest zajęciem dosyć czasochłonnym. Aby trenować każdą z trzech dyscyplin w najmniejszym sensownym wymiarze – czyli dwa razy w tygodniu potrzebujemy, jak łatwo obliczyć, minimum 6 godzin w okresie 7 dni. W tym momencie widzę wielu zniecierpliwionych kolegów, którzy odkładają egzemplarz pisma dla praktyków lub znacząco stukają się w czoło. Wiadomo, że zwykle jesteśmy tak zajęci, że żeby znaleźć 6 godzin w tygodniu to „pewnie musielibyśmy zrezygnować z  co najmniej jednego z etatów”. Z drugiej strony średni czas oglądania telewizji wynosi dla typowego Polaka około 30 godzin tygodniowo. Oczywiście nie wiemy, jak sprawy wyglądają w przypadku psychiatrów, ale mam podejrzenia, że może być to liczba o niewiele mniejsza.

Triathlon i  psychiatria są dla mnie całkowicie odmiennymi zajęciami. Gdy przyjmuję pacjentów w  gabinecie, jestem przez kilka godzin w niemal całkowitym bezruchu – poza przekręcaniem się w fotelu i robieniem notatek nie wykonuję innych czynności. Jestem skupiony na interakcji z pacjentem, śledzeniu jego toku myślenia, próbie analizowania wypowiedzi. Pamiętając o unikalności i indywidualnych uwarunkowaniach trudności danej osoby, próbuję w  krótkim czasie zamknąć jego problemy w zwięzłej etykiecie diagnozy, a następnie zaordynować właściwe leczenie.

W triathlonie jestem w ciągłym ruchu, a aktywność mojego mózgu mogłaby się sprowadzać do sporadycznych zmian wzorców poruszania się. Nie występuje interakcja z  inną osobą – gdy chcę, mogę oczywiście prowadzić wewnętrzny dialog, ale częściej pozwalam swoim myślom płynąć swobodnie. Nie odczuwam presji czasu (szczególnie podczas długich biegów i trwających kilka godzin jazd na rowerze), a mój proces myślowy nie musi doprowadzić do konkretnego wyniku. A  zatem piękno tego sportu polega dla mnie na tym, że uprawiając go, zmuszony jestem do wykonywania rzeczy, których niemal w ogóle nie robię w pracy, a jednocześnie mogę odpocząć od zajęć, których w trakcie praktykowania mi nie brakuje.

Nie ukrywam, że moja pasja do sportów wytrzymałościowych – szczególnie do ich połączenia – co ma miejsce w  triatlonie, posiada swoje źródła również w chęci subiektywnej obserwacji i weryfikacji doniesień nt. różnych neuro- i psychologicznych aspektów wysiłku fizycznego, o których coraz więcej mówi się w piśmiennictwie fachowym. Na początek coś dla osób zajmujących się uzależnieniami. Nie, nie będę mówił po raz kolejny o „endorfinach, które wydzielają się u  biegaczy”, ponieważ hipoteza ta jest dość stara (lata 70. XX wieku) i prawdopodobnie nieprawdziwa, ponieważ endorfiny są zbyt duże żeby przejść przez barierę krew-mózg. Od około 10 lat wiadomo natomiast, że w trakcie wysiłku fizycznego wydzielają się endogenne kanabinoidy (które przenikają do mózgu z  łatwością), co prawdopodobnie związane jest z poprawą samopoczucia i zjawiskami zaburzonej percepcji w przypadku długotrwałego wysiłku fizycznego. A zatem, zamiast palić jointy, lepiej godzinę pobiegać. Jeszcze większe poczucie odrealnienia i transu, związane prawdopodobnie ze zmianą środowiska na niezbyt naturalne dla człowieka, daje godzinna dawka pływania, szczególnie stylem dowolnym, w którym naprzemienne ruchy ramion działają jak hipnotyzujący metronom.

Zainteresowanym depresją i hipotezą neuroplastyczności chciałbym powiedzieć, że obecnie badacze zajmujący się naukami podstawowymi, w tym zjawiskami takimi jak neurogeneza de novo w  dorosłym mózgu, nie mają najmniejszych wątpliwości, że najsilniejszym naturalnym bodźcem do produkcji nowych neuronów jest wysiłek fizyczny. Dzieje się tak prawdopodobnie ze względu na stymulację produkcji mózgopochodnego czynnika wzrostu neuronów – BDNF, jak również wielu innych substancji o  działaniu neurotrofowym i  neuroprotekcyjnym.

Dla osób zajmujących się stresem, czyli właściwie dla nas wszystkich, interesujące może być, że wysiłek fizyczny (sam będąc stresorem) działa jak szczepionka na oś podwzgórze – przysadkanadnercza. Zaobserwowano, że gdy porównano dwie stresowane grupy, jedną, która uprzednio wykonywała wysiłek fizyczny i drugą, która nie miała takiej interwencji, to w tej drugiej markery pobudzenia osi PPN i autonomicznego układu nerwowego były znacząco większe.

Skupionym na funkcjach poznawczych i  działaniu kory przedczołowej chciałbym przedstawić hipotezę przejściowej hipofrontalności związanej z wysiłkiem fizycznym. Głosi ona, że w trakcie wysiłku fizycznego krew w  mózgu kierowana jest do miejsc związanych z  regulacją ruchów, czyli do zakrętu przed- środkowego, zwojów podstawy oraz móżdżku, co powoduje, że nie zostaje jej zbyt wiele dla kory przedczołowej, a tym samym zachodzi jej tymczasowe „wyłączenie”. Z tegoż powodu wysiłek fizyczny stanowi fizjologiczny „reset” dla naszego wewnętrznego komputera, pozwalając na przerwanie analizowania, planowania, rozważania, dywagowania i ruminowania, które zwykle, gdy trwają zbyt długo, nie prowadzą do niczego dobrego.

Kluczowe znaczenie w procesie psychoterapii ma zmiana oceny siebie. Satysfakcja, jaką daje realizacja choćby jednego treningu, może stanowić do tego dobrą podstawę. Zadowolenie z własnej osoby pogłębia się jeszcze bardziej, gdy udaje się realizować coraz większe partie programu treningowego i zaczyna się dostrzegać efekty własnych działań.

Podsumowując: ze względu na specyfikę naszej pracy, polecam triathlon nie tylko psychiatrom, ale wszystkim specjalistom zajmującym się zdrowiem psychicznym. Myślę, że kilka powyższych argumentów może również wskazywać na celowość zalecania aktywności fizycznej naszym pacjentom, a jak wiadomo najłatwiej przekonać kogoś własnym przykładem. ■

PSYCHIATRIA/PISMO DLA PRAKTYKÓW/MARZEC 2015  s. 34-35

http://www.psychiatraonline.com/psychiatra-nr-8/

 

 

Advertisements