Monthly Archives: December 2015

“Choroba misjonarza”

„Choroba misjonarza” to określenie, które usłyszałam pracując w wojsku. Tak określało się osoby, które wielokrotnie powracały na kolejne zmiany misji zagranicznych. Mówiono o tym z lekkim uśmiechem i tylko czasem z powagą, na którą moim zdaniem temat zasługuje.

Prześledźmy zatem możliwy scenariusz jaki rozgrywa się w momencie pierwszego wyjazdu na misję do innego kraju. Pierwszy moment adaptacji mija dość szybko, po jakimś czasie zaczyna się odliczanie dni do końca. Tęskni się za domem, rodziną, przyziemnymi sprawami. Im bliżej końca tym większy niepokój, że wydarzy się coś nieprzewidzianego. Gdy przychodzi moment powrotu do domu żołnierz odczuwa ulgę i szczęście, zwłaszcza jeśli miejsce pobytu znajdowało się w strefie wojny. Powrót pełen jest pozytywnych emocji – to wyjątkowe chwile kiedy wszyscy witają żołnierza z otwartymi ramionami po długim czasie rozłąki. Wiadomo, że po tym wszystkim co przeszedł przez pół roku zmiany teraz musi odpocząć. Po jakimś czasie pojawia się szara rzeczywistość. Żona cieszy się z powrotu męża, nie tylko dlatego że jest on w domu cały i zdrowy, ale także dlatego, że będzie miała wsparcie w załatwianiu codziennych spraw. Spraw których jest coraz więcej i więcej. Nie ma już tylko pracy i zadania, na którym trzeba się skupić by je wykonać i przetrwać. Jest codzienność. Otoczenie oswaja się szybko z myślą, że jesteś na miejscu. Dni mijają i w jakimś sensie są podobne do siebie. Spokój który początkowo był tak ceniony zaczyna uwierać. Nie dzieje się nic co wywołałoby przyspieszone bicie serca, brak mocnych emocji. Pojawia się specyficzny rodzaj tęsknoty. Wszystko to czego brakowało na misji nie jest już tak wyjątkowe, jest codziennością. Tak jakby wartość tego co jest w Polsce rosła i nabierała wagi kiedy widzi się to z oddali. Tymczasem po powrocie po pewnym czasie to co się ma tu na miejscu zaczyna męczyć, brakuje ekscytacji i adrenaliny. Poczucia, że robi się coś ważnego i wyjątkowego. Brakuje niezależności i poczucia wspólnoty z grupą osób, która „wie jak to jest”. Bliskich nie chce się obciążać własnymi wspomnieniami. Z bliskimi często nie można na ten temat rozmawiać, bo wiele spraw jest objęte tajemnicą wojskową. A poza tym jak powiedzieć komuś bliskiemu, że ma się myśli o powrocie? W ten sposób pomiędzy tymi którzy byli na misji, a tymi którzy zostali tu narasta niewidzialna bariera tego o czym się nie mówi. Wewnątrz powstaje osobny świat w którym składowane są najróżniejsze wspomnienia. Te związane z lękiem przed zranieniem lub śmiercią, ale i te związane z uczuciem dumy i więzi z tymi z którymi wykonywałem zadania, z którymi tam żyłem. Czasem bywa tak, że w tej rzeczywistości po powrocie nie można się odnaleźć, ma się poczucie rozdwojenia, zmęczenia i niezrozumienia.

Powrót na misje następuje z różnych powodów, służbowych, finansowych, czasem także osobistych. Najczęściej jednak dlatego, że po prostu chce się wrócić. Dlatego, że to wciąga i uzależnia. O tym mówi się rzadko.

Na koniec chciałabym zaznaczyć, że choć niejednokrotnie zdarzyło mi się obserwować występowanie takiego zespołu w mojej praktyce psychologicznej opisywana prawidłowość nie dotyczy wszystkich żołnierzy. Nie jest to obraz całości przeżyć jakich można doświadczać po misji i nie u każdego „choroba misyjna” musi wystąpić. Nie jest ona również przypisana tylko wojskowym –  podobnych uczuć mogą doświadczać np. himalaiści, korespondenci, marynarze czy podróżnicy. Jestem ciekawa Państwa opinii na ten temat.

Pozdrawiam,

Izabela Jabłońska

 

Advertisements

Wdowy po żołnierzach. Czas przyzwyczaja do bólu

http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/wdowy-po-zolnierzach-czas-przyzwyczaja-do-bolu,156038.html

To bardzo trudny temat, który został poruszony jedynie w małej części. Wielokrotnie spotykałam się z komentarzami co psycholog może w tak trudnej sytuacji, co mi powie, że wszystko będzie dobrze? Co może poradzić na mój ból? Prawda jest taka, że niewiele można. Zwłaszcza w momencie o którym mowa w materiale, czyli w momencie powiadomienia. Szok i ból jest tak wielki, że świat się zapada. Naszym zadaniem jest jedynie zadbać o bezpieczeństwo tej osoby. Zorganizować to czego ona nie będzie w stanie zorganizować, powiadomić tych najbliższych, którzy mogą się zjawić. Zadaniem psychologa jest porozumieć się z rodziną poszkodowanej, to na nich spoczywać będzie wsparcie i obecność na co dzień i na koniec..naszym zadaniem jest tam być, by zapamiętano, że w przyszłości można się do nas zwrócić.

Żałoba jest procesem, który przebiega w określony sposób. W jej prawidłowym przebiegu najważniejsi są bliscy, nie specjaliści. To oni pomieszczają nasz ból, ważne by trwali nawet wtedy, gdy sami czują się bezradni…Żałoba ma swój czas i musi wybrzmieć.

Żołnierze na misji wojskowej są narażeni nie tylko na ostrzał nieprzyjaciela. Stresujące sytuacje oraz tęsknota za rodziną mają duży wpływ na psychikę wojskowych. O tym, jak radzić sobie w krytycznych momentach, czym jest „stres 90. dnia” i co grozi żołnierzom już po powrocie do domu, mówią Agata Górniak i Izabela Jabłońska, które pracują jako psycholodzy w Afganistanie. Jak pisze por. Renata Radzikowska z sekcji prasowej polskiego kontyngentu, psycholodzy pomagają żołnierzom, stając się ich powiernikami i lekarzami dusz. 
Por. Renata Radzikowska, PKW Afganistan: Co należy do czynników najbardziej obciążających?

Agata Górniak: Klimat i warunki terenowe stwarzają bez wątpienia znaczne obciążenie dla organizmu. Wysoka temperatura, bardzo mała wilgotność powietrza, duże nasłonecznienie i burze piaskowe – to ważna grupa stresorów. Kolejną jest rozłąka z rodziną i oczywiście, pewnego rodzaju izolacja. Środowisko na misji wojskowej jest zamknięte i monotonne. Do tego dochodzi ograniczona oferta kulturalna, zagrożenia związane z ostrzałem i działaniami w terenie.

Izabela Jablońska: Nie bez znaczenia są także trudności związane z obowiązkami służbowymi i konieczność bycia w stałej gotowości do działania. Dodatkowo wymagane jest także opanowanie i przestrzeganie licznych procedur i przepisów, które wynikają ze specyfiki służby. Również ograniczenie swobody osobistej ma wpływ na psychikę żołnierza na misji.

Mówimy o warunkach, które żołnierz spotyka na misji. Ale to, co zostawił w kraju (rodzina, dzieci, problemy), towarzyszy mu także tutaj.
– A.G.: Tęsknota za rodziną to czynnik niezwykle istotny. Kolejną kwestią jest to, że problemy rodzinne i codzienne, które wynikają w trakcie misji, trudno jest rozwiązać nie będąc w kraju. Wiele nerwów i niepokoju rodzi się właśnie z tej bezsilności.

– I.J.: Z drugiej strony, żołnierz będący na misji i wykonujący swoje obowiązki musi być skupiony i skoncentrowany. Nie może „być jednocześnie jedna nogą w Afganistanie a drugą nadal w Polsce”. W związku z tym, bardzo ważnie jest organizowanie spotkań psychologicznych z rodzinami i bliskimi żołnierzy. I to zarówno przed ich wyjazdem, jak i w trakcie trwania misji.

Czego bliscy żołnierzy mogą się dowiedzieć na tego typu spotkaniach?

– I.J.: Żony wojskowych są przygotowywane na to, że czasami, ze względów zupełnie obiektywnych, mogą mieć z małżonkiem ograniczony kontakt. Co więcej, są zmuszone przejąć na swoje barki większość, jeśli nie wszystkie obowiązki domowe. Małżonki, które zostały w kraju, muszą większość decyzji i działań podejmować samodzielnie.

– A.G.: Duża ilość spraw i obowiązków, z którymi się zmagają sprawia, że możemy je nazwać „bohaterkami życia codziennego”. Należy pamiętać także o tym, że stale towarzyszy im strach, lęk i troska o męża.

O jakie sprawy osobiste i rodzinne martwią się najczęściej żołnierze?

– A.G.: Stresującym czynnikiem jest niepokój o członków rodziny, zwłaszcza tych z problemami zdrowotnymi. Kolejnymi są także zdrada i rozerwanie bliskich więzi emocjonalnych, a w dalszej kolejności: zdarzające się komplikacje porodowe, choroby i roztrwonienie zgromadzonych środków finansowych.

Kolejnym typem problemów, z którymi spotykają się żołnierze na misjach wojskowych są problemy służby. Jakiego rodzaju są to trudności?

– I.J: Dodatkowe obciążenie służbowe, liczne zadania oraz stała gotowość do działania w połączeniu z ekstremalnymi warunkami klimatyczno-terenowymi stanowią silną „mieszankę”. Powoduje ona nasilenie się oznak przemęczenia fizycznego i psychicznego. Dlatego tak ważne rolę odgrywa odpowiednia organizacja wypoczynku i możliwość regeneracji sił.

– A.G: Bardzo pomocne jest również omówienie problemów z przełożonymi oraz analiza możliwych rozwiązań. Pozwala to na zrównoważenie emocjonalne żołnierzy. Tego typu nierozwiązane problemy mogą skutkować zaburzeniami wegetatywnymi i reakcjami adaptacyjnymi.

Jest zrozumiałe, że kolejne miesiące pobytu na misji powodują kumulację stresu i obciążeń. Jaka jest dynamika tego procesu?

– I.J: Tak, to prawda. Każda misja ma swoja dynamikę. Początek, pierwszy miesiąc, to zapoznanie się z obowiązkami i wdrożenie. Żołnierz poznaje otoczenie, ustala sobie system dnia. Wszystko jest jeszcze nowe i ciekawe. Drugi miesiąc to postępująca adaptacja. Kolejny, trzeci, jest już kryzysowy.

– A.G: Zgadza się. Męczą nas ci sami ludzie spotykani w tych samych miejscach. Monotonia. Ta sama droga do pracy, na stołówkę. Stałe i dokuczliwe ograniczenie przestrzeni, rozrywek, brak zmian. Wszystko to powoduje nawarstwianie się kryzysu. Wtedy nawet drobnostka urasta do rangi problemu.

Jaki jest sposób na przezwyciężenie tych trudności?

– A.G: Bardzo ważna jest przede wszystkim psychoedukacja. Należy tłumaczyć żołnierzom, jakie są ich reakcje i dlaczego takie są. Istotna jest świadomość, że to, co czują jest naturalne, biorąc pod uwagę specyficzne okoliczności. Jeśli proces jest znany, łatwiej jest nam go zaakceptować. Wtedy można zrozumieć wybuchy gniewu, gwałtowne reakcje, kłótliwość.

– I.J: Co więcej, można ten problem wzajemnie, w żołnierskim gronie „obśmiać”. Można powiedzieć: „O, jesteśmy kłótliwi, drażliwi, to znak że misja na półmetku”.

– A.G: Niezwykle ważna jest aktywność fizyczna. Sport niezmiennie i skutecznie rozładowuje stresy i napięcia. Zarówno psychiczne jak i fizyczne. Co więcej, daję nam pogodę ducha i wzmacnia wiarę we własne siły.

Nie bez znaczenia jest również kontakt z otoczeniem, z kolegami. Wspólne spędzanie czasu jest także bardzo ważne.

– I.J: Zdecydowanie, problemy należy „przegadać”. Musimy pamiętać o tym, że misja przez sześć miesięcy jest nie tylko miejscem naszej pracy, ale również naszego życia, także społecznego i towarzyskiego. To naturalne, że żołnierze muszą się spotkać, porozmawiać, odreagować. Śmiech, gra na gitarze, wspólnie spędzony czas – to wszystko pomaga i dodaje sił.

– A.G: Bardzo ważną rzeczą jest również umiejętność wytyczenia sobie pewnych granic i znalezienia czasu dla samego siebie. Należy dać sobie prawo do prywatności, intymności, do bycia choć przez chwilę sam na sam. Kolejna ważną kwestią jest ustalenie sobie schematu rozkładu własnych zajęć. Taka systematyzacja uporządkowuje czas i przyczynia się do redukcji stresu.

Czy stres tzw. „90. dnia” to najtrudniejszy moment na misji?

– A.G: Nie tylko. Końcowy, szósty miesiąc także jest trudny. Wymaga on uwagi i skupienia. Żołnierze, myśląc już o powrocie i spotkaniu z rodziną, są mniej ostrożni. Wtedy zdarza się więcej wypadków.
– I.J: Z drugiej strony, niektórzy są również nadmiernie ostrożni. Myślą, że jeżeli do tej pory nic się mi nie stało, to teraz, przez ostatnie tygodnie, muszą podwójnie uważać. To także rodzi stres.

Jakiego rodzaju pomoc może zaoferować żołnierzowi psychoprofilaktyk?

– A.G: Specyfika pracy psychologa na misji polega na bezpośrednim kontakcie i przebywaniu z żołnierzami. Jako psycholodzy wychodzimy do żołnierzy, jesteśmy z nimi w stałym kontakcie. Będąc na miejscu, jesteśmy także zakotwiczeni w tym samym środowisku, w tych samych misyjnych warunkach.

– I.J: Znamy ich problemy, spotykamy się w miejscach, gdzie żyją i funkcjonują. W tak specyficznym środowisku żołnierze szukają kontaktu z psychoprofilaktykiem. Nie ma w tym wstydu i jest to całkowicie usprawiedliwione. Zdarza się, że najbliżsi koledzy wiedzą o problemach żołnierza, sami go namawiają do kontaktu, do szukania pomocy i wsparcia.

Jakiego typu działania obejmuje wsparcie psychologiczne, którego udzielacie żołnierzom?

– A.G: Na pewno są to, poza rozmowami indywidualnymi i udzieleniem porad, spotkanie grupowe i integracyjne. Organizujemy zajęcia psychoedukacyjne, szkolenie, pogadanki.

– I.J: Współpracujemy z dowódcami i szefem służby zdrowia. Stosujemy także interwencję kryzysową, odprawy po akcjach z elementami stabilizowania emocji i defusing (rozładowywanie sytuacji – wp.pl). Przed powrotem do kraju mamy również zaplanowane szkolenie ułatwiające ponowną adaptację.

– A.G: Cykl szkoleń ze stresu misji ma duże znaczenie, zwłaszcza dla żołnierzy biorących udział bezpośrednio w sytuacjach związanych z ostrzałem, atakiem, zasadzką. Musimy pamiętać, że zespół objawów pourazowych, postraumatycznych może się utrwalić.

Oznacza to, że po powrocie do Polski żołnierz może w dalszym ciągu odczuwać „stres misji”?

– A.G: Naturalnie. Reakcje stresowe i nerwowe mogą być odroczone. Objawiają się one trudnościami z zaśnięciem, poczuciem izolacji, odrzucenia, odosobnienia i niezrozumienia. Sekwencje i objawy z traumatycznych wydarzeń mogą powrócić.

Jak temu przeciwdziałać?

– I.J: Bardzo ważne są podejmowanie i realizowanie po zdarzeniach kryzysowych procedury psychologiczne. Pierwszym elementem jest wzajemna pomoc koleżeńska tzw. „przegadanie sprawy” w grupie. Rozmowa o tym: „Co się wydarzyło? Co się udało? Co każdy z nas zrobił w danej sytuacji?”. To bardzo pomaga. Potem do pracy przystępuje psycholog.

Jakie są wasze wnioski?

– A.G: Bardzo ważny jest monitoring stanu psychicznego żołnierzy, ich nastrojów i morale. Wtedy staje się możliwa odpowiednio szybka reakcja na negatywne zjawiska. Systematycznie organizowane spotkania i zajęcia oraz wspólne wyjaśnienie problemów są najskuteczniejszym sposobem wpływania na emocje i pozyskiwania wiedzy o problemach nurtujących żołnierzy.

Praca psychologa na misji wojskowej jest, jak widać, trudna i wymagająca. Co daje największą satysfakcję i cieszy najbardziej?

– I.J: To, że możemy pomóc i fakt, że mamy stały kontakt z ludźmi.

– A.G: Można tu spotkać fascynujących ludzi. Mądrych, odpowiedzialnych, poukładanych, z niesamowitymi marzeniami. Nie tylko o nich, ale przede wszystkim od nich można się bardzo wiele nauczyć.

Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Pytała por. Renata Radzikowska z Sekcji Informacyjno – Prasowej PKW Afganistan, Ghazni

 

http://konflikty.wp.pl/kat,1020347,page,2,title,Lekarze-dusz-pomagaja-Polakom-na-wojnie,wid,12492744,wiadomosc.html